Bez kategorii

Uzbrojenie PSZ na Zachodzie cz.1 Karabin Lee-Enfield.

Walcząc u boku sojuszników używaliśmy ich uzbrojenia.

Lee-Enfield

 

Karabin powstał w wyniku doświadczeń brytyjskich z wojen burskich w których dotychczasowe karabiny w konfrontacji z nowoczesnymi karabinami Mausera używanymi przez Burów wykazały wiele wad.

W styczniu 1901 roku zakładom w Enfield zlecono zaprojektowanie uniwersalnego karabinu do naboju .303, Britisch ( 7,7×56 mm R). Karabin miał znaleźć się na wyposażeniu formacji piechoty, kawalerii i służb technicznych.

 

enfeld_4a

 

23 grudnia 1902 roku nowy karabin przyjęto do uzbrojenia jako Rifle, Short, Magazine, Lee-Enfield Mark I, w skrócie SMLE Mk.I. Od skrótu powstała nadana przez brytyjskich żołnierzy nazwa Old Smelly czyli „Stary Śmierdziel” …

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej pełną treść artykułu znajdziesz tu: http://army1914-1945.org.pl/polska/wojska-ladowe-ii-rp/uzbrojenie-wyposazenie-i-sprzet-wojsk-ladowych-ii-rp/bron-strzelecka/317-uzbrojenie-psz-na-zachodzie-cz-1-karabin-lee-enfield

 

Żołnierz 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej, wrzesień 1944 r.

zol1SBS_8a

 

Polecam artykuł o kolejnej świetnej rekonstrukcji Stowarzyszenia PSZ z szeregiem zdjęć i opisem: Spadochroniarz 1 SBS z wyposażeniem do skoku, wrzesień 1944 r. (sylwetki/zdjęcia): http://army1914-1945.org.pl/polska/wojska-ladowe-ii-rp/uzbrojenie-wyposazenie-i-sprzet-wojsk-ladowych-ii-rp/ekwipunek-mundury-urzadzenia-i-sprzet-ii-rp/296-zolnierz-1-samodzielnej-brygady-spadochronowej-wrzesien-1944-r

 

zol1SBS_12a

O rotmistrzu Pileckim

O Powstaniu Warszawskim – Super

IMG_1746 IMG_1954

 

15 sierpnia 2014 roku, w Muzeum Wsi Radomskiej, odbyło się widowisko historyczne w reżyserii Przemysława Bednarczyka. Zapraszamy na fotorelację: http://army1914-1945.org.pl/grupy-rekonstrukcyjne/pikniki-i-rekonstrukcje-historyczne/241-widowisko-historyczne-muzeum-wsi-radomskiej-15-sierpnia-2014-roku

Wyjątkowa broń Regio Esercito z casów II WW, czyli Lanciafiamme Mod. 41 d’assalto

miot_o_1

Czym więcej wiem o włoskim uzbrojeniu tym więcej ciekawych rzeczy odkrywam. Sądziłem, że jednorazowe miotacze ognia do zadań szturmowych wymyślili Niemcy, ale tu zaskoczenie. Oto włoska broń wprowadzona na uzbrojenie w 1941 r.

Przystępując do wojny włosi posiadali całą gamę miotaczy ognia np. jako ich nosiciele wykorzystywali tankietki. Podstawowe miotacze włoskiej armii używane podczas wojny to miotacze model 35, 35/40 i 41 (Lanciafiamme Mod. 35, Mod.35/40 i Mod.41) o dość konwencjonalnej konstrukcji, ze zbiornikami cieczy palnej przenoszonymi na plecach operatora miotacza. W tej sytuacji mylące jest oznaczenie omawianej broni, gdyż oznaczona była Lanciafiamme Mod. 41 d’assalto i bez dopisku „d’assalto” (czyli szturmowy) oznaczenie jest identyczne z plecakowym miotaczem Lanciafiamme Mod. 41 wprowadzonym na uzbrojenie w tym samym czasie i znajdujący się na uzbrojeniu saperów szturmowych i piechoty.

miot_o_2

Lanciafiamme Mod. 41 d’assalto był poręczny i prosty a strzelało się z niego trzymając go tak jak karabin, przykładając kolbę broni do dołka strzeleckiego. By to ułatwić wyposażony był w uchwyt typu pistoletowego przy spuście osłoniętym kabłąkiem. Przyrządy celownicze mechaniczne. Do przenoszenia broń wyposażono w pas transportowy.

Korpus miotacza w postaci cylindra miał dwa zbiorniki i zawierały łatwopalną mieszankę (zazwyczaj stanowiło ją 9 części oleju napędowego lub innego oleju mineralnego i 1 część benzyny) w ilości ok 9 litrów. Do miotania cieczy palnej służyła butla ciśnieniowa ze sprężonym obojętnym gazem miotający w postaci azotu. Z przodu miotacza znajdowała się regulowana przegubowo dysza wylotowa zakończona głowicą z gniazdami ze świecą zapłonową „cartoccia” typu lotniczego i na zapasową świecę zapłonową. Z przodu kadłuba znajdował się też zawór do napełniania miotacza.

miot_o_3

Główny układ zapłonowy był elektryczny i składał się z turbiny uruchamianej przepływem cieczy miotającej, która napędzała znajdujący się w tylnej części iskrownik wysokiego napięcia a ten podawał prąd za pomocą kabla na świecę zapłonową umieszczoną w głowicy wylotowej dyszy miotacza. Zapasowy układ zapłonowy to ładunek pirotechniczny „bengalotto” zapalana tarcicowo i paląca się przez 2 minuty.

Użycie mogło się odbyć w postaci jednego ciągłego strumienia, lub pojedynczymi „strzałami” do 8-9 razy. Waga pustego miotacza to 14 kg, a przygotowanego do użycia 23 kg. Średni zasięg użycia to ok 18-20 m.

Miotacz ognia Lanciafiamme Mod. 41 d’assalto stanowił wyposażenie włoskich oddziałów spadochronowych i saperów. Po zawieszeniu broni broń tę przejęli Niemcy i używali do końca wojny. W armii włoskiej miotacze miały długa historię, gdyż zostały wycofane z użycia dopiero w latach dziewięćdziesiątych.

Więcej na: www.army1914-1945.pl

 

 

71 rocznica krwawej niedzieli na Wołyniu – Pamiętajmy.

Witam, tę pamięć trzeba krzewić i podtrzymywać. Staram się też o tym informować na mojej stronie internetowej, gdzie jest o tym artykuł, ale… ale tego nie da się opisać… tego nie da się zrozumieć… to nie dla ludzi o słabych nerwach… mój artykuł jest zwyczajnie słaby, same filmy i zdjęcia… bo tego nie da się opisać…

http://army1914-1945.org.pl/polska/spoleczenstwo-ii-rp/195-pamiec-mordu-na-wolyniu-nie-zapominajmy-zbrodni-bo-rzadzacy-o-niej-zapomnieli
1b

Wielkie podziękowania za rekomendację. To daje siły do działania.

Pochwały dają siłę do dalszego działania, więc i ja się nimi pochwalę. Taką rekomendację udzieliła mojej stronie internetowej, strona poświęcona podobnej tematyce „Wojna Mussoliniego”

polec

Tragedia kontrtorpedowca Quintino Sella (cacciatorpediniere) 11 września 1943 r.

Niszczyciel Quintino Sella był pierwszym z 4 okrętów serii nazwanej od jego nazwy typem Sella. Był dość starą jednostką, bo ukończony został 25 marca 1926 r., co w połączeniu z trudami wojny i ogólnymi problemami trapiącymi Italię sprawiło, że w 1943 r. znajdował się już w złym stanie technicznym, przez co zawieszenie broni zastało go w Wenecji przy molo dei Giardini, podczas napraw zdezolowanych i uszkodzonych urządzeń napędowych.

niszczycielSE

Dowódca okrętu komandor porucznik Corrado Cini (capitano di corvetta) zdecydował się wykonać rozkaz o poddaniu się aliantom i w tym celu postanowił udać się do Taranto (Tarent). Pech chciał, że ubłagano dowódcę by zabrał na pokład około 300 cywilnych uchodźców, którzy chcieli uniknąć niemieckiej okupacji. Trzeba jednak zauważyć, że kursujące w tym momencie po wodach wokół Włoch jednostki masowo przewoziły uchodźców i to często w sprzecznych kierunkach, co zależało od ich orientacji politycznej. 11 września 1943 r. o godzinie 15.30 niszczyciel oddał cumy i wyruszył w swoją ostatnią podróż.

Już o 16.30 zaczęły się kłopoty, gdyż awarii uległ kocioł nr 2 i prędkość ograniczono do 14 w. To być może odwróciło uwagę dowódcy od tego co działo się na morzu. Przecież by szybko wydostać się z zagrożonej strefy i uniknąć ataków niemieckiego lotnictwa, potrzebował dużej prędkości. By więc skrócić drogę nie próbował omijać napotkanych kwadrans później jednostek napełnionych wojskowymi i cywilnymi uchodźcami i szedł prostym kursem. W tej sytuacji natknął się też na stary włoski parowiec Pontinia, który wyglądał z pozoru niegroźnie, ale był to współczesny koń trojański.

Parowiec Pontinia wyszedł z uchodźcami z Bari, ale także miał kłopoty z zespołem napędowym. W tej sytuacji bezbronna jednostka została bez problemów zdobyty, przez załogi dwóch niemieckich kutrów torpedowych S 54 i S 55. Uknuły one chytry plan, że będą ukrywały się za kadłubem zdobytego statku by nie być widocznymi dla nieprzyjaciela i kiedy jakiś cenniejszy okręt wojenny zbliży się do nich nieopatrznie to go zaatakują. Okazało się, że ich pomysł miał sens.

niszczycieSE

Niszczyciel Sella szedł bez obaw prostym kursem przechodząc zaledwie o 400 m od bezbronnego zdawałoby się włoskiego parowca. O godzinie 17.45 zza kadłuba statku wyłonił się kuter torpedowy S 54 i odpalił dwie torpedy w kierunku niszczyciela włoskiego. Zdarzenie było tak zaskakujące i doszło do niego z tak małej odległości, że załoga Sella, praktycznie nie miała czasu by zareagować, nie mówiąc o tym, że ich okręt miał ograniczoną prędkość i nie mógł przyśpieszyć a na domiar złego ster nie zareagował bo prawdopodobnie także uległ awarii.

Nie ma wątpliwości, że „zdobywcy świata” widzieli, że na włoskim niszczycielu znajduje się mnóstwo uchodźców. Niestety włoski okręt był zdolną do walki jednostką wojenną i nawet nie można zarzucić załogom niemieckich kutrów dokonania zbrodni wojennej, choć na pewno można postawić zarzut bezduszności. Włosi uważali, że wojna się już dla nich skończyła i płynęli się poddać.

Na pokładzie Sella ledwo miano czas by przygotować się do otwarcia ognia, gdy w zaledwie 30 sekund później uderzyły torpedy w tych okolicznościach trafiając bezbłędnie, jak do tarczy strzelniczej, pierwsza w rejonie mostka a druga w kotłownię nr. 1. W takiej sytuacji żaden niszczyciel niemiałby szans i trafiony okręt błyskawicznie rozpadł się na dwie części, przy czym dziobowa część zatonęła niemal natychmiast a rufowa siłą inercji i pracujących jeszcze śrub przepłynęła około 200 m po czym przewróciła się na lewą burtę i zatonęła.

Koniec okrętu był błyskawiczny a co za tym idzie nie było mowy o zorganizowanym opuszczeniu okrętu. Zapłacili za to uchodźcy a głównie – jak zwykle w takich sytuacjach – głównie dzieci. Nikt nie wie ile uchodźców zginęło, ale szacuje się, że od 170 do 200 a do tego 27 członków załogi a wielu pozostałych odniosło rany i kontuzje. Była to rzeź morska we współczesnym wydaniu.

Z tych, którzy przeżyli część wyłowił parowiec Pontinia, oraz motorowiec Lamparti, który też został zajęty przez Niemców. Dowódca niszczyciela był poważnie ranny i sukcesywnie przechodził kolejne amputacje części nogi.

Po wojnie nie uszanowano wraku, który powinien stać się mauzoleum poległych. Już w 1956 r. próbowano bezskutecznie podnieść wrak, a skoro się to nie udało to przynajmniej odzyskać cenne metale. W 1972 r. odkryto wrak ponownie i uznano go za „wrak w dobrym stanie” co rokowało sukcesy w odzyskiwaniu metali. Podczas prac znalezioną w sekcji rufowej amunicję wysadzano dwa razy. Resztki jednostki można odnaleźć na głębokości 25 m w odległości około 30 mil od Wenecji.

Pan Pietrzak prawdę wam powie…

nic dodać nic ująć

Slideshow